PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 12/2018

Within Temptation, Kreator, Dimmu Borgir, Unleashed, Soulfly, Malakian, Entropia, Author&Punisher, Metal Church, Sirenia, In Twilight's Embrace, Bad Wolves, Bloodbath, Ragnar, Glenn Hughes, Shining, Wardruna, Daughters, Obscura, Chrome Division, Big Black Cockroachers, Eier

Metal Hammer 12/2018

 

SPIS TREŚCI

Hard Fax 4
Within Temptation 8
Kreator 12
Dimmu Borgir 14
Unleashed 16
Soulfly 18
Malakian 20
Entropia 22
Author & Punisher 24
Metal Church 26
Sirenia 28
In Twilight's Embrace 30
Na Zachód Od Metalu 32
Bad Wolves 41
Bloodbath 42
Ragnar 44
Glenn Hughes 46
Shining 48
Wardruna 50
Daughters 52
Obscura 56
Chrome Division 58
Album Miesiąca 59
Recenzje 60
90 Z 90. 66
Big Black Cockroachers 67
Eier 68
Drown My Day 69
Die Young 70
 

ZGRZYT

Mamy listopad ale już teraz możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że pod względem koncertowym kolejne lato nie będzie miało sobie równych. Następujące po sobie ogłoszenia koncertowe zbijają z nóg fanów rocka i metalu, którzy z coraz większym pewnie niepokojem, zaglądają do swoich portfeli... No bo jak pogodzić te wszystkie koncerty? A są zapewne tacy, którzy chętnie zobaczą i Slipknot i Tool i Kiss – plus całą resztę zapowiedzianych na czerwiec i lipiec występów. Piszę to ze świadomością, że to jeszcze nie koniec – lada tydzień będą następne, równie atrakcyjne, ogłoszenia...

W listopadowym numerze proponujemy Wam atrakcyjne nowości; czyli wywiady z naciekawszymi zespołami, które właśnie wydały lub wkrótce wydadzą swoje nowe płyty. I tak Within Temptation stoi tuż obok Unleashed i Soulfly. Entropia obok Daughters (sprawdźcie koniecznie ten zespoł!) a Metal Church obok, cieszącego się coraz większym uznaniem, In Twilight's Embrace. To wszystko uzupełniają rozmowy z Glennem Hughesem, Shining, Bloodbath, Obscura, Chrome Division, Kreator i Dimmu Borgir...
Dużo tego.
Zupełnie jak zapowiadanych koncertów w 2019!

Darek Świtała
 

ALBUM MIESIĄCA

GRETA VAN FLEET
Anthem Of The Peaceful Army
(Universal)

Oj narobiło się ostatnio szumu wokół tego całego Greta Van Fleet. I to szumu nie małego. Jedni rozpływają się w zachwytach nad tym, że to kolejni „zbawcy rocka”, „nowa nadzieja sceny”,„zespół przywracający do życia ducha klasycznego rocka” itp. Pojawiła się również druga grupa ludzi o równie skrajnie przesadnych osądach, tyle, że w drugą stronę. Mowa tu o tych, którym sukces i popularność tej załogi zdaje się być solą w oku. Przykładem może być tutaj Pan Redaktor – Senior Jeremy D. Larson z opiniotwórczego portalu muzycznego Pitchfork. Człowiek ten napisał bardzo tendencyjną recenzję omawianego tutaj albumu, nie oszczędzając zarówno płycie, jak i samemu zespołowi bardzo dosadnych uwag, często niestety dalekich od rzeczywistości.

Do „Anthem Of The Peaceful Army” na początku podchodziłem ze sporą rezerwą. Z własnego doświadczenia wiem, że wszelkie zespoły kreowane na „nadzieje rocka” lądują u mnie co najwyżej w szufladce „można posłuchać”. Jak zatem skończy Greta Van Fleet?

Pierwsze co muszę zrobić to obalić główny, powszechnie panujący mit. Czy zespół ten jest tylko zwykłą bezrefleksyjną zrzynką z Led Zeppelin? Nie, nie i jeszcze raz nie! Owszem, inspiracje brytyjską legendą są słyszalne na każdym kroku (głównie w wokalu Josha Kiszki), jednak o bezmyślnym małpowaniu nie może być mowy. Greta Van Fleet to grupa, która te inspiracje potrafi ubrać we własny, w pewnym sensie dość unikalny styl. A Led Zeppelin to nie jest jedyny zespół, który miał wpływ na ich granie.

Przyjrzyjmy się zawartości muzycznej „Anthem Of The Peaceful Army”. Otwiera go dość pogodny, nieco pachnący muzyką Rush i najdłuższy na płycie, bluesrockowy „Age Of Man”. Następnie dostajemy kolejne fajne rockendrollowe kawałki „The Cold Wind” oraz „When The Courtain Falls”. Numer cztery to mój zdecydowany faworyt; ballada „Watching Over”. Czy zeppelinowa? Trochę na pewno tak, jednak w tym wypadku jak już wspominałem o żadnym kopiowaniu mowy nie ma. Nie jest to jedyny balladowy kawałek w tym zestawieniu. Należy tu wspomnieć o „You're The One”, przepięknej akustycznej piosence nawiązującej stylistycznie do country, bluesa i southern rocka. Tych wpływów doszukamy się też w nieco bardziej dynamicznym „The New Day”. Jeśli już miałbym wskazać najbardziej zeppelinowy kawałek na płycie to byłby to „Brave New World”, chociaż nawet w nim ciężko powielać zarzuty, że ta Greta to tylko tania podróbka Led Zeppelin.

Czy mamy zatem do czynienia z nadzieją rocka? Nie, raczej nie, chociaż jak na dzisiejsze czasy jest to niewątpliwie zjawisko, na które warto zwrócić uwagę. Czy jest to banda kopistów, którzy zrzynając od innych próbują wybić się na modzie na klimaty retro? Zdecydowanie nie! Greta Van Fleet to przyzwoity zespół, który nagrał bardzo przyzwoitą, debiutancką płytę.

Bartek Kuczak