PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 1/2019

Slash, Podsumowanie Roku Dziennikarze, Rotting Christ, Legion Of The Damned, Sick Of It All, Sodom, Lacuna Coil, Anneke Van Giersbergen, Nocny Kochanek, Obliteration, Sadist, Bob Daisley, Ken Mode, Antimatter, The Tangent, The Flower Kings, Soilwork, Einherjer, Non Iron

Metal Hammer 1/2019

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Slash 8
Podsumowanie Roku Dziennikarze 12
Rotting Christ 16
Legion Of The Damned 18
Sick Of It All 20
Sodom 22
Lacuna Coil 24
Anneke Van Giersbergen 26
Nocny Kochanek 28
Obliteration 30
Sadist 32
Book Zapłać 34
Vola 44
Bob Daisley 46
Ken Mode 48
Antimatter 50
The Tangent 52
The Flower Kings 54
Kontinuum 56
Na Zachód Od Metalu 58
Soilwork 60
Einherjer 62
Album Miesiąca 63
Recenzje 64
90 Z 90. 70
Non Iron 71
Focus 72
Die Young 74
 

ZGRZYT

Ależ zleciał ten rok...

...jakby szybciej niż inne. Może to dlatego, że tak dużo się działo, nie tylko zresztą na muzycznym rynku, a może dlatego, że jesteśmy atakowani coraz większą ilością danych, informacji, dźwięków i obrazów? Nasza świadomość zapewne jest w stanie przyjąć tylko małą część z tego „bogactwa”. I chyba to jest powód dla którego tak dużo rzeczy szybko nam powszednieje, traci na znaczeniu. Zamiast rozmawiać, piszemy jednozdaniowe komentarze. Zamiast się uśmiechać czy płakać wysyłamy w świat rysunkowe buźki, które jeszcze dwadzieścia lat temu wszyscy uznalibyśmy za godne jedynie małych dzieci.

Patrzę za okno, nad Katowicami unosi się zabójczy smog, a kilka kilometrów dalej, w centrum miasta, trwa szczyt klimatyczny, który przez wiele osób jest traktowany z przymrużeniem oka. Bo co nas obchodzi to, że temperatura na Ziemi może podnieść się o 2 stopnie w perspektywie 80-100 lat? Nas przecież nie będzie to już dotyczyć... To nie nas dotkną te wszystkie susze, pożary i huragany...

Tymczasem w odtwarzaczu kręci się najnowszy album Candlemass „The Door To Doom”. Podkręcam gałkę głośności i pokój zalewa „Astrolus – The Great Octopus” - utwór, w którym gościnnie pojawia się Tony Iommi z Black Sabbath. Ciężki postapokaliptyczny riff, ściągająca w otchłań partia basu i molowe tonacje. Jeśli ten świat ma zginąć, to tylko przy tak wybornej muzyce.

Wesołych Świąt!

Darek Świtała
 

ALBUM MIESIĄCA

ENTROPIA
Vacuum
(Arachnophobia)

Jakiś schamiały profan, którego Marcin Kydryński za pogwałcenie zasad savoir-vivre’u tłukłby pewnie po zakutym łbie płytą Stinga, powiedział kiedyś, że spiętrzenia przyjemności w egzystencji przedstawicieli płci męskiej to początek srania i koniec ruchania. Abstrahując od niefrasobliwej szorstkości sformułowania, hipotezę tę łatwo można poddać falsyfikacji. Ostatnio okazało się na przykład – w tym wypadku byłem zarówno przedmiotem, jak i podmiotem badań – że słuchanie trzeciego albumu Entropii w półśnie gwarantuje równie ekstatyczne przeżycia. Przekonałem się o tym w autobusie zapchanym pasażerami znękanymi dżdżystym jesiennym porankiem, kiedy morda osuwała mi się po zaparowanej szybie pojazdu, a jedynym źródłem światła były ekrany telefonów chciwie ściskanych przez towarzyszy męki. I właśnie w takich okolicznościach umysł otworzył mi się na „Vacuum”. Pamiętacie te wszystkie brednie o zakodowanych na płytach z nieprawomyślną muzyką podprogowych komunikatach? Zarzuty o takie praktyki odbijały się czkawką między innymi Judas Priest i Ozzy’emu Osbourne’owi. No, więc zaczynam się zastanawiać, czy aby najnowsza płyta Entropii nie operuje mechanizmami o wiele groźniejszymi od jakichś niewinnych peanów ku czci Diabła nagranych od tyłu. Otóż „Vacuum” ma potencjał, by dać słuchaczowi odczuć, co działo się we łbie Terrence’a McKenny – duchowego przewodnika zespołu – gdy miał w zasięgu ręki psylocybinę. Różnie plecie się o zawartości tego albumu: że metalowy kraut rock, że gitarowe goa trance, że przenicowany post-black metal. Bla, bla, bla. Moje „bla, bla, bla” jest jeszcze gorsze, psylocybinowe właśnie: otóż autobusowe peregrynacje doprowadziły mnie do wniosku, że oto podsuwa nam się taneczną płytę hipnagogiczną. Taneczną, bo to puls, a nie riff, rządzi tymi kawałkami, a hipnagogia stąd, że każda z sześćdziesięciu minut „Vacuum” balansuje na krawędzi jawy i snu. No i… No i co ja w ogóle bredzę? Taneczna płyta hipnagogiczna? Litości. Ale czy nie chcielibyście sprawdzić, jak plastyczna musi być muzyka, która prowokuje do generowania takiego przesadzonego bełkotu?

Maciej Krzywiński