PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 12/2020

AC/DC, Katla, Six Feet Under, Kataklysm, Ihsahn, Uriah Heep, Pallbearer, Las Trumien, Uada, Deathepoch, Dola, Kontagion, En Minor, Metz, Smash Into Pieces, Endezzma, Catharsis, Dr Misio, Lunatic Soul, Molassess 
 

Metal Hammer 12/2020

SPIS TREŚCI

ZGRZYT 3 

HARD FAX 4 

AC/DC 8 

KATLA 12 

SIX FEET UNDER 14 

KATAKLYSM 16 

IHSAHN 18 

URIAH HEEP 20 

PALLBEARER 24 

LAS TRUMIEN 26 

UADA 28 

DEATHEPOCH 30 

NA ZACHÓD OD METALU 32 

DOLA 41 

KONTAGION 42 

EN MINOR 44 

METZ 45 

SMASH INTO PIECES 46 

ENDEZZMA 48 

CATHARSIS 50 

DR MISIO 52 

LUNATIC SOUL 54 

MOLASSESS 56 

PIROTECHNIKA PODCZAS KONCERTÓW 58 

ALBUM MIESIĄCA 60 

RECENZJE 61 

EPICENTRUM 66 

BOOK ZAPŁAĆ 67 

ZAFOCENI 68 

ODGRUZOWANI 69 

DIE YOUNG 70 

 

ZGRZYT

Naprawdę, nie spodziewałem się, że AC/DC nagra jeszcze tak dobrą płytę. Moim zdaniem najlepszą od... no właśnie – od „Ballbreaker”, od „The Razors Edge”? Chyba nie ma co silić się na takie porównania, ponieważ nowy krążek Australijczyków przynosi wszystko to, za co pokochaliśmy ich muzykę – są świetne riffy i solówki Angusa, jest zadziorny, niepowtarzalny śpiew Johnsona ale - co chyba najistotniejsze – płyta kipi energią, świeżością i pomysłami na dobre piosenki. Już rozpoczynający płytę „Realize” sprawia, że każdy prawdziwy fan AC/DC poczuje ciarki wzdłuż kręgosłupa. A takich numerów jest tu dużo, dużo więcej: pogodny i megapozytywny „Through The Mists Of Time”, zdecydowanie hardrockowy „Witch's Spell” w rytm którego głowa sama zaczyna machać, rozpędzony do granic możliwości „Demon Fire” (ta zagrywka Angusa!), czy „Kick You When You're Down”, który brzmi niczym zaginiony track z sesji „Back In Black”. Jeśli to ma być ostatni album AC/DC to jest to naprawdę wymarzone pożegnanie.

W grudniowym numerze znajdziecie oczywiście mnóstwo innych tematów. Jest wywiad z Mickiem Boxem z Uriah Heep, który opowiada o 50 (sic!) latach historii grupy, są rozmowy z Ihsahnem, Six Feet Under, Lunatic Soul, Pallbearer, Katla i Kataklysm. Polecamy też Waszej uwadze album Molassess – to naprawdę wyjatkowa muzyka. Dlaczego? O tym już kilka stron dalej...

Darek Świtała

 

ALBUM MIESIĄCA

MOLASSESS

Through the Hollow

(Season of Mist)

Najbardziej oczywistym wyborem dla Molassess byłoby pewnie podążanie ścieżkami wydeptanymi przez The Devil’s Blood, ku poklaskowi zarówno wytwórni, która mogłaby otagować nowy nabytek mianem pogrobowców kultowego już TDB, jak i publiki, która przecież najbardziej lubi te piosenki, które gdzieś kiedyś słyszała. Jednocześnie już wydana w zeszłym roku EP pokazała, że Molassess ani myślą stać na okopanych pozycjach, że ten zespół to będzie coś więcej, niż suplement do tego, co zdążył nagrać Selim Lemouchi. „Through the Hollow” idzie jeszcze krok dalej – o ile „Mourning Haze & Drops of Sunlight” dość wyraźnie nawiązywała do późniejszego okresu działalności TDB, epatując duszną, transową, nieco barokową atmosferą znaną z „The Thousandfold Epicentre”, tak pierwsza pełnoprawna płyta Molassess sugestywnie odcina pępowinowe nitki skojarzeń z zespołem „macierzystym”. Jasne, duch Lemouchiego pojawia się tu m.in. w akustycznym, podszytym jakimś niepokojem „Corpse Of Mind” albo zamykającym „The Devil Lives”, który spokojnie mógłby się znaleźć na „The Time Of No Time Evermore” i mocno przypomina mi „The Anti Kosmik Magick”. Jednak ostatecznie Molassess opowiada zupełnie nowa historię, to zupełnie inny lot – dobór określenia absolutnie nieprzypadkowy, bo „Through the Hollow” chętnie i odważnie zapuszcza się na crimsonowo-spacerockowe terytoria, nigdzie się w tych poszukiwaniach nie spiesząc i przedkładając rozwijanie na wpół improwizowanych, niemal jazzujących tematów nad podążanie prostym schematem zwrotka-refren. Początkowo to wzgardzenie prostymi, piosenkowymi rozwiązaniami trochę mnie od tej płyty odrzuciło, miałem wrażenie, że ta improwizacja jest tutaj trochę na pokaz, a odcięcie zespołu od własnej przeszłości – nazbyt obcesowe i oczywiste. Obecnie, słuchając „Through the Hollow”, bardziej wyczekuję kosmicznych lotów w „Formless Hands”, niż piosenkowych struktur pokroju „The Maze of Stagnant Time” .Tej płycie po prostu trzeba dać czas, przy odrobinie cierpliwości debiut Molassess pewnie nawet przerośnie oczekiwania, jakie przed nim postawicie, patrząc przez pryzmat tego, co ci muzycy robili w przeszłości. Ale najlepiej nie mieć oczekiwań, bo to raczej potężna, żywotna, psychodeliczna pulpa, która rozrasta się tak, jak sobie wymyśli. Nie pokojowy piesek.

Adam Gościniak