PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 10/2019

Mayhem, Grzegorz Kupczyk, Kadavar, Krypts, Doomster Reich, Knocked Loose, Tides From Nebula, Borknagar, Helloween, Batushka, Suicidal Angels, Baest, Devourment , Conan, New Model Army, Beheaded, Edenbridge, Mass Worship, Lingua Ignota, Vitriol, Sacred Reich, Downfall Of Gaia

Metal Hammer 10/2019

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3

Hard Fax 4

Mayhem 8

Grzegorz Kupczyk 12

Kadavar 14

Krypts 16

Doomster Reich 18

Knocked Loose 19

Tides From Nebula 20

Borknagar 22

Helloween 24

Batushka 26

Suicidal Angels 28

Baest 30

Devourment 32

Conan 34

Odgruzowani 43

New Model Army 44

Beheaded 46

Edenbridge 48

Zafoceni 50

Mass Worship 52

Lingua Ignota 54

Vitriol 56

Sacred Reich 58

Downfall Of Gaia 60

Album Miesiąca 62

Recenzje 64

Epicentrum 68

90 Z 90. 69

Za Progiem 70

Book Zapłać 71

Live 72

Die Young 74

 

ZGRZYT

Z okładki spogląda na nas Mayhem, którego nowa, bardzo udana płyta ukaże się już w październiku, ale chcielibyśmy zwrócić Waszą uwagę na coś innego – do części wydania dodaliśmy płytę Grzegorza Kupczyka „Memories 2”, którą artysta nagrał specjalnie dla nas i którą będzie można kupić tylko i wyłącznie z niniejszym wydaniem Metal Hammera. Warto!

W październikowym wydaniu polecamy Waszej uwadze także wywiady z Kadavar, Borknagar, Helloween, Batushka, Tides From Nebula, Baest, New Model Army, Lingua Ignota – a to tylko część tego, co dla Was przygotowaliśmy. Oprócz tego w numerze nasze stałe rubryki, płytowe recenzje i plakaty... Nadchodzi jesień, dla płytowych premier najlepszy czas, a więc także dla nas wszystkich.

Darek Świtała
 
 

ALBUM MIESIĄCA

 
TOOL
Fear Inoculum
(Sony)

Świat doczekał się nowego albumu Toola. Po latach, po dokładnie 4868 dniach, „Fear Inoculum” wylądował w serwisach streamingowych, a na półkach sklepowych pojawiła się wypasiona wersja limitowana – z ekranikiem i głośnikami – która zwiększa doświadczenia obcowania z płytą. Zacznijmy od oceny tego rozwiązania: zespół rozumie współczesny rynek wydawniczy i wie, że większość osób rzuci się na wersję cyfrową (która pojawiła się z trzema dodatkowymi kompozycjami, ale o tym później), a kolekcjonerzy, którzy chcieli być zaczarowani formą wydania, skuszą się pomimo odstraszającej ceny. Osobiście uważam, że akurat taka forma wydania to trochę pieśń przeszłości, zdecydowanie bardziej w duchu obecnych czasów byłaby dedykowana aplikacja na smartfony, która mogłaby korelować z odgrywanymi utworami (coś takiego kilka lat temu zaprezentowali Arcade Fire przy okazji płyty „Reflektor”).
Przejdźmy jednak do oceny poszczególnych kompozycji. „Fear Inoculum” rozpoczyna się utworem tytułowym, singlem (przyznaję, że przez chwilę byłem przekonany, że płyta pojawi się bez żadnego promującego kawałka), z którym wszyscy zdążyli się już osłuchać. Milczeniem pominę lamenty, że nuda i nic odkrywczego, gdyż z takim podejściem wydawnictwo w żadnym stopniu się nie obroni. Rozlegające się dźwięki „Pneuma” to trochę powrót w czasie do lat 90.. Są riffy, są połamane rytmy i agresywny wokal Maynarda, chociaż akurat styl śpiewania wokalisty przypomina teraz bardziej, to co prezentował na krążkach A Perfect Circle – i to jest pierwsza rzecz odróżniająca „Fear Inoculum” od poprzedniczek. „Invincible” i „Descending” znaliśmy już w wersjach live, ale ich studyjne odpowiedniki w dużym stopniu różnią się od prezentowanych wersji na koncertach. Tu dodany fragment, tam zmieniony, przez co nie mamy wrażenia wtórności (szczególnie, że zapewne spora liczba fanów, czekając na płytę, powyżej wersje koncertowe poznała od deski do deski). Partie gitary Adama Jonesa i basu Justina Chancellora brzmią fenomenalnie. „Culling Voices” to utwór bardzo potrzebny, zaczynający się spokojnie, aż do bardzo toolowego finału. Podobnie ma się rzecz z „Chocolate Chip Trip”, w którym Danny Carey zabiera nas w podróż poprzez mgławicę uderzeń perkusji. Nie wiem czy istnieje album, na których bębny brzmią bardziej mocarnie. Dodatkowo dostajemy trochę oddechu, bardzo potrzebnego, gdyż pozostałe kompozycje to „giganty” trwające dziesięć minut… albo piętnaście, tak jak w przypadku zamykającego „7empest”, które jest zbiorem wszystkich rozwiązań, które zespół kiedykolwiek zastosował wraz z ich sygnaturą: chwilą ciszy i uderzeniem z pełną mocą. Wspomniane wcześniej dodatkowe utwory – „Litanie contre la Peur”, „Legion Inoculant” i „Mockingbeat” – to plamy dźwiękowe i muzyczne „żarty”, które nie są niezbędne, ale wprowadzają dużo miejsca i oddechu, gdyż zaprezentowana przez zespół płyta to jedna, wielka opowieść, chociaż nie jest to album koncepcyjny.
Ocena nowego Toola w dużej mierze zależy od oczekiwań – ja nie spodziewałem się, że zespół przełamie jakieś nieznane bariery i zaprezentuje dzieło, które zmieni oblicze muzyki – jeśli jednak ktoś chciał tego typu rozwiązania to… cóż, przecież Tool od dawien dawna prezentował wypracowane przez siebie rozwiązania raz za razem, zmieniając jedynie proporcje. „Fear Inoculum” dostarczyło mi czegoś innego, czegoś bardziej intymnego i potrzebnego – nowej muzyki zespołu, który zawsze był dla mnie ważny i podczas słuchania dostarczał przeżyć, które po prostu idealnie współgrały z moim muzycznym ja. Tool nie zawiódł. Tool wrócił.

Michał Koch