PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 10/2020

Luxtorpeda, Machine Head, Martin Birch, Titanic Sea Moon, Steve Von Till, Incantation, Derek Sherinian, Vital Spirit, Centinex, Amaranthe, Unborn Suffer, Metallica, Alcatrazz, Darzamat, Sadist, Raven, Heathen, Adrian Smith, Eternal Rot, Jakko Jakszyk

MH 10/2020_1  MH 10/2020_2

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Luxtorpeda 8
Machine Head 12
Martin Birch 16
Titanic Sea Moon 17
Steve Von Till 18
Incantation 20
Derek Sherinian 22
Vital Spirit 24
Centinex 26
Amaranthe 28
Unborn Suffer 30
Mag 32
Na Zachód Od Metalu 34

Metallica 73
Alcatrazz 69
Darzamat 67
Sadist 65
Raven 63
Heathen 61
Adrian Smith 59
Eternal Rot 57
Jakko Jakszyk 55
Album Miesiąca 53
Recenzje 52
Za Progiem 48
Epicentrum 47
Book Zapłać 45
Zafoceni 44
Die Young 43

 

ZGRZYT

Pandemia ma wpływ na muzykę czy tego chcemy czy nie. Dowodem są choćby wywiady, które zamieszczamy w tym numerze; polecamy Waszej uwadze zwłaszcza wywiad z Sadist, w którym wokalista grupy Trevor Nadir opowiada o swoich zmaganiach z koronawirusem. Choć, być może z całej tej historii wyniknie dla nas też coś dobrego – muzycy, odcięci od koncertów skupiają się obecnie na nagraniach a efektem będzie jesienno-wiosenny wysyp nowych płyt. My skupiamy się na tych, które są już nagrane i które w większości słyszeliśmy – Luxtorpeda, Amaratnhe, Alcatrazz, Darzamat, Eternal Rot, Incantation – te zespoły nagrały naprawdę doskonałe albumy.

Do części nakładu dołączyliśmy także składankową płytę CD.

Darek Świtała

 

ALBUM MIESIĄCA

DARZAMAT

A Philosopher at the End of the Universe

(Darzamat)

Z nową, doskonałą płytą powraca Darzamat. Na 27 października zaplanowano wydanie nowego albumu zatytułowanego: „A Philosopher at the End of the Universe”. Pierwszą po jedenastu latach płytę zmiksował Jarosław Baran (ex-Delight) a produkcją tych dziewięciu premierowych utworów zajął się Maurycy „Mauser” Stefanowicz (ex-Vader). W sieci krąży już teledysk to utworu tytułowego, promujący album. Produkcją tego ciekawego obrazu też zajął się nie byle kto bo Stanisław Nolywajko z Rumburak Film Productions. A teraz muzyka... Zacznijmy od intro, które skojarzyło mi się z czymś pomiędzy wstępem do jedynki Benediction, mroczniejszą wersją soundtracku do „Bladerunnera” i szczyptą klimatów Kinga Diamonda. Dodajmy, że wszystkie te tła, smaczki, głębokie majaczące w drugim planie otchłanie dźwięku, zostały stworzone bez użycia klawiszy (których nie ma generalnie na całym albumie!). Dalej utwór tytułowy - jest marszowo, chwytliwie, ciężko. Skrzeczący ryk Flaurosa i oryginalne wstawki Nery wprowadzają słuchacza w świat szlachetnej mieszanki patosu i mistyki. Jest w tej muzyce lament, melodia i ciężar, za które pokochałem takie granie prawie trzydzieści lat temu (w podobne rejony zapuszczała się nie istniejąca już Ava Inferi.) Kolejny utwór - „Running in the Dark” niesie w sobie sporą dawkę gotyckiego grania, żywiołowych zwrotek i bardziej nastrojowych refrenów. Niektóre fragmenty przynoszą skojarzenia ze sceną szwedzką – słyszę tu chociażby echa bardziej transowych tematów Cemetary, w które wtłoczono maksymalną energię i skontrastowano ją z łagodniejszymi, płynącymi zwiewnie wstawkami. Dalej: „Thoughts to Weigh on Farewell Day” z ciężkim, psychodelicznym, wręcz black metalowym wstępem i „mayhemowym” riffem z niepokojącymi zwolnieniami wzbogacanymi solówkami gitary i dialogami wyśpiewywanymi przez Nerę i Flaurosa. Podobną konstrukcję ma „The Tearful Game” - surowy i opętany z początku, przechodzi w wysokiej próby mroczny gotycko- blackowy klimat, w którym po raz kolejny Nera czaruje wokalem. Wisienką na torcie jest zagrane na klasycznych gitarach zakończenie... Z kolei „The Sleeping Prophet” jest jak świat malowany kiedyś pędzlem Beksińskiego. Dużo w nim psychodelii i muzycznego lęku, jaki serwował kiedyś Dark Fortress. Warto wspomnieć też o „Clouds, Clouds, Darkening All” z łagodnym początkiem i mocnymi, trochę „moonspelowymi” refrenami. Zaś w ciężkim, burzowym „The Great Blaze” zachwycają przenikające się wokale, kładzione na prostych black metalowych, trochę wojowniczych melodiach. Balladowy i mroczny „The Kaleidoscope of Retreat” jest świetnym zakończeniem tego szczególnego albumu. Jest to najdłuższy utwór na płycie, z dużą ilością zmian, oryginalnymi wokalami Nery, popartymi gitarowymi ozdobnikami. Pięknie to wszystko płynie i pozostawia wielki niedosyt oraz nieodpartą chęć ponownego włączenia odtwarzacza.

Odnajduję na tej płycie wiele odniesień do muzyki zespołów, które kiedyś stawały się budulcem mojego wszechświata, a zarazem wyznaczały nowe kierunki w mrocznych, klimatycznych odmianach metalu. Słychać tu echa My Dying Bride i starszych dokonań Anathemy. Są fragmenty kojarzące się z tym co najlepsze w Cradle of Filth, i te zaskakujące, jakimi szczycił się kiedyś Opeth. Nowy Darzamat łączy w sobie ciężar i bezkompromisowość z bardziej klimatycznymi, nastrojowymi elementami. Te dziewięć utworów nie nuży i pozostawia niedosyt. Ten album jest jak filmy Alfreda Hitchcocka. Najpierw jest trzęsienie ziemi a później napięcie rośnie. Muzyka z wyśmienitymi aranżacjami, zrealizowana nowocześnie ale duch w nią tchnięty przywodzi na myśl lata dziewięćdziesiąte. Kiedy przyjdzie Ci zmierzyć się z tą płytą, użyj wyobraźni, dotrzyj do kontekstu w jakim została stworzona... Być może nie każdy odczyta od razu, że „A Philosopher at the End of the Universe” jest odzwierciedleniem muzycznych fascynacji twórców, a nie tworzonym na ślepo nowomodnym nijakim albumem, w który wytwórnia wpompowała kupę kasy. Ci wszyscy, którzy są w stanie poświęcić kilka chwil na wejście w tę muzykę, przekonają się jak wielką ona ma moc, wymykając się wciąż na nowo definiowanym sztucznie gatunkom. Dla mnie jeden z tegorocznych muzycznych faworytów. Chapeau bas!

Marek Krukowski