PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 9/2019

Opeth, Gillan, Satriani, Sum41, Tool, Misanthropic Rage, Darkthrone, Studio Raport: Blind Guardian, Heilung, The 69 Eyes, Annihilator, Twillight Force, North Tale, Entombed Ad, Wormed

Metal Hammer 9/2018

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3

Hard Fax 4

Opeth 8

Gillan 12

Satriani 14

Sum41 16

Tool 18

Misanthropic Rage 20

Darkthrone 22

Studio Raport: Blind Guardian 26

Heilung 28

Afternoon 30

So Slow 31

Na Zachód Od Metalu 41

The 69 Eyes 42

Annihilator 44

Twillight Force 47

North Tale 48

Entombed Ad 50

Wormed 52

The Lowest 54

Album Miesiąca 55

Recenzje 56

Epicentrum 61

Za Progiem 62

90 Z 90. 63

Zafoceni 64

Odgruzowani 66

Live 67

Die Young 70

 

ZGRZYT

Opeth przeszedł długą drogę. Zespół zaczynał od death metalu, flirtował też z blackiem aż w końcu odnalazł własny styl na płycie „Blackwater Park”. Tymczasem Opeth AD 2019, to jeszcze inny zespół – Michael Akerfeldt nie zrezygnował z muzycznych poszukiwań a nowy album „In Cauda Veneum” jest tego niezbitym dowodem.

W numerze publikujemy także obszerny wywiad z Ianem Gillanem, którego znakomity album koncertowy (w trzech odsłonach, w tym jednej nagranej w Warszawie) właśnie się ukazał. Gillan, wciąż jest w świetnej formie a w wywiadzie zdradza nam, że zarejestrował sporo muzyki, która ukaże się w kolejnych latach natomiast obecnie pracuje z Deep Purple nad... nową płytą (sic!).

Sporo miejsca poświęcamy też Darkthrone – dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w wywiadzie, który publikujemy na stronie 22.

Nasi dziennikarze rozmawiali też z Sum41, Joe Satrianim, Heilung, The 69 Eyes, Entombed AD, Annihilator, Twillight Force i Blind Guardian. Do tego polecamy Wam lekturę koncertowych relacji i naszych stałych rubryk.

Darek Świtała
 
 

ALBUM MIESIĄCA

 
HEILUNG
Futha
(Season Of Mist)

Widziałem już twierdzenia, że Heilung to tak naprawdę Wardruna operująca na innej szerokości geograficznej, a „Futha” jest niczym więcej, jak zbiorkiem ładnych melodii ubranym w odrobinę zbyt wydumany koncept. Oba to półprawdy. Jakkolwiek nie postrzegać całego zjawiska, nie sposób podważyć faktu, że od wydania koncertowej „LIFA” grupa rośnie w zasadzie z dnia na dzień, w postępie geometrycznym, a zamieszanie, jakie wzbudza, nabiera cech socjologicznego fenomenu. Wokół zespołu tworzą się niemal fanatyczne grupki, oparte na fascynacji całym anturażem Heilung – kostiumami, tekstami, rytuałami, o których opowiadają teksty. Sam niżej podpisany raczej nie ma zamiaru malować się w rytualne barwy i uciekać w las, co nie przeszkadza mu docenić tego, co dzieje się na „Futha” na poziomie brzmieniowym. Przede wszystkim chciałbym obalić tezę o łatwej rozrywce schowanej pod przykrywką przekombinowanej otoczki – ta płyta jako całość nie jest szczególnie przystępna w odbiorze. Wszystkie te odgłosy bitwy, narracje, porykiwania i zgrzyty, wreszcie: sam wokal Fausta, prymitywny i ochrypły, wszystkie te rzeczy są elementami większej budowli, którą postrzegam czymś w rodzaju słuchowiska, nie krążka z muzyką w tradycyjnym rozumieniu tego sformułowania. Ich obecność jako środków służących do ulepienia czegoś większego jest zrozumiała, co nie zmienia faktu, że żaden z nich absolutnie nie nadaje „Futha” chwytliwości. Ta pojawia się w liniach wokalnych Marii Franz, i nie ma co ukrywać, że to są momenty, na które się w tym materiale czeka i które w dużej mierze przeważają o jego wyjątkowości. Wokalizy w „Norupo” czy „Traust” to małe dzieła sztuki. Chwilami odnoszę wrażenie, że mogłoby być takich czysto muzycznych, skupionych na melodii motywów nieco więcej, ale jednocześnie, jeśli spojrzeć na ten materiał pod kątem słuchowiska, czy dźwiękowego zapisu rytuału, proporcje układają się odpowiednio. Trzeba Heilung przyznać, że wykreowali zjawisko, do którego podchodzi się z ciekawością i ta ciekawość do końca płyty nie niknie, a to naprawdę dużo. No i to, co najistotniejsze – nie trzeba „Futha” słuchać kilkaset razy, nie trzeba zagłębiać się w znaczenie run ani szukać na korze drzew wzorków z mchu, by dostrzec piękno siedzące w tych numerach. Ale można, oczywiście.

Adam Gościniak