PL EN
ok
YouTube Facebook
twitter instagram

Metal Hammer 3/2017

Overkill, Battle Beast, Deivos, Emmure, Vitja, Havok, Svart Crown, Warbringer, The Kyle Gass Band, Dizel, Anneke, Lethe, Youdash, Savior, Negura Bunget, Pallbearer, Steve Hackett, J.D. Overdrive, The Mute Gods, Shawn James, Tim Bowness

Metal Hammer 3/2017 

SPIS TREŚCI

Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Overkill 8
Battle Beast 12
Deivos 14
Emmure 16
Vitja 18
Havok 20
Svart Crown 22
Warbringer 24
The Kyle Gass Band 26
Dizel 28
Anneke 30
Lethe 32
Youdash 41
Na Zachód Od Metalu 42
Savior 43
Negura Bunget 44
Pallbearer 46
Steve Hackett 48
J.D. Overdrive 50
The Mute Gods 52
Shawn James 54
Album Miesiąca 55
Recenzje 56
Tim Bowness 66
Live 68
Book Zapłać 70
 

ZGRZYT

Overkill to prawdziwi weterani, którzy na thrashu zjedli zęby. Ich nowy album „The Grinding Wheel” nie ma jednak nic wspólnego z odcinaniem kuponów od zdobytej niegdyś popularności – to potężny, energetyczny, metalowy cios, który kładzie przeciwnika na deski już w pierwszej rundzie. To dlatego, bez chwili wahania, umieściliśmy Overkill na okładce w naszym marcowym wydaniu.

Tak się złożyło, że w tym numerze postawiliśmy na nieco więcej niż zwykle niszowych tematów; polecamy Wam wywiad z nieco tajemniczym Negura Bunget, lekturę wywiadu z powracającym na scenę z nowym krążkiem Deivos czy opowieści jak zwykle uroczej Anneke van Giersbergen. Zestawienie uzupełniają wywiady z The Mute Gods, Timem Bownessem i Stevem Hackettem i coś dla fanów muzycznego ekstremum: rozmowy ze Svart Crown i Warbringer. Co jeszcze? Sprawdźcie sami.

Darek Świtała


ALBUM MIESIĄCA

BODY COUNT
Bloodlust
(Century Media)

Body Count największe sukcesy odnosiło w latach 90. Potem na kilka lat zamilkło, by powrócić w 2006 roku płytą „Murder For Hire”, a następnie w 2014 niezłym albumem „Manslaughter”, będącym niejako badaniem publiki odbioru ówczesnej propozycji zespołu. Krążek spotkał się z ciepłym przyjęciem krytyki i nie gorszym ze strony fanów. Dodało to najwyraźniej grupie wiatru w żagle, gdyż po koncertach (wystąpili także w Polsce – w 2015 roku w warszawskim klubie „Progresja” u boku m.in. Suicidal Tendencies), zaczęła pracę nad nowym materiałem. Ich owocem jest właśnie ukazujący „Bloodlust”. Płyta zbudowana jest na zasadzie dialogu. Otwierający ją utwór „Civil War” zaczyna się od syreny alarmowej oraz komunikatu prezydenckiego dotyczącego obrony w razie zagrożenia. Na to wjeżdża solidny riff, bębny i… growl w tle, a następnie wokal Ice’a-T. Po około 3 minutach numer przyspiesza, otwierając kawalkadę riffów, którą zafundował gościnnie udzielający się w tym kawałku Dave Mustiane. Kolejny „The Ski Mask Way” wprowadza komunikat o dwóch poszukiwaniach dwóch podejrzanych odpowiedzialnych za zamach, a chwilę uderza kolejny silny bodycountowy riff. Słychać jednak wyraźną zmianę – Ice-T brzmi jeszcze bardziej wściekle, tak jakby zaraz kogoś miał zabić. Zresztą wygrażanie w tekście dodatkowo podsyca to wrażenie. Jeszcze sugestywniej wypada natomiast „This Is Why We Ride” – okraszony klasycznym wolnym riffem z odgłosami strzałów. O zdradzie natomiast opowiada równie „wojenny” „All Love Is Lost” z gościnnym udziałem Maxa Cavalery. Wykrzykiwane chóralnie słowa refrenu i zwrotki Ice’a kojarzą się – co ciekawe - z twórczością Rage Against The Machine. Historia powstania Body Count poprzedza cover „Raining Blood/Postmortem” Slayera, zagrane tu co najmniej bardzo dobrze. Zawsze jednak w przypadku coverowania tych utworów przez różnych wykonawców słychać przede wszystkim to, że nie bębni Dave Lombardo... Swoistym interludium jest natomiast refleksyjny „God, Please Believe Me”, w którym frontman grupy swoją uliczną przeszłość. Z kolei „Walk With Me” to najszybszy numer na płycie. Gościnnie wdzierający się tu Randy Blythe z Lamb Of God dodał numerowi sporo mocy, nadając ton temu utworowi, którego nie zaburzają nawet wolniejsze zwrotki Ice’a-T. Znakomicie bębni tu też Ill Will. Wytchnieniem jest natomiast deklamowany „Here I Go”, który odstaje od reszty i można go uznać za wypełniacz. Reszta płyty wydaje się dość jednolita. „No Lives Matter” poprzedza wyjaśnienie wokalisty, jak rozumie ten tytuł. Sam utworów dostarcza natomiast kolejnych bojowych deklaracji. Numer tytułowy rozwija formułę poprzednika, zaś zamykający „Black Hoodie” odnosi się do wydarzeń i zasad, które miały miejsce ponad dwadzieścia lat temu, jeśli chodzi o traktowanie ludzi pokroju lidera grupy, które jego zdaniem – od tego czasu właściwie się nie zmieniły.
Trzeba przyznać, że Body Count grzeje dziś z nie mniejszą mocą, niż w początkach swojej działalności, w czasach „Cop Killer” i nieco późniejszych.
„Bloodlust” to płyta, która nie tylko nawiązuje do tamtego okresu, ale jest też najlepszym krążkiem grupy od dwóch dekad.

Maciej Majewski